Polska jest jedynym krajem na mapie postkomunistycznej Europy, w którym nie przeprowadzono reprywatyzacji. Ustawa reprywatyzacyjna została uchwalona przez Sejm za czasów premiera Jerzego Buzka, jednak wówczas zawetował ją prezydent Aleksander Kwaśniewski. Projekt znoszący dekret Bieruta przygotowywany był również w ratuszu przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jeszcze przed objęciem władzy przez PiS-Samoobronę i LPR. Mimo, że projekt był gotowy, a Lech Kaczyński został prezydentem RP i jego brat premierem RP nie zdecydowano się go uchwalić. Minister skarbu rządu PO-PSL przygotował projekt ustawy reprywatyzacyjnej i ja również wysłałam projekt przygotowany jeszcze przez Lecha Kaczyńskiego do ministerstwa (wbrew temu co niektórzy mówią prezydent m.st. Warszawy nie ma inicjatywy ustawodawczej).
Niestety spowolnienie gospodarcze, które rozpoczęło się w 2008 roku, i skutki finansowe projektu (ponad 20 miliardów złotych) spowodowały odłożenie go na półkę. Ponownie trafił do parlamentu złożony przez grupę senatorów i…. ugrzązł w komisji. W związku z wysokimi odszkodowaniami, które Warszawa musiała płacić przez przegrane sprawy sądowe przygotowaliśmy projekt tzw. małej reprywatyzacji. Został on złożony w 2014 roku, a w 2015 Sejm w końcu go uchwalił. Niestety Prezydent Bronisław Komorowski go nie podpisał i przesłał do Trybunału Konstytucyjnego. W międzyczasie rząd zdecydował o rozwiązaniu pomostowym do czasu uchwalenia właściwej ustawy. Wsparł mieszkańców Warszawy coroczną kwotą 200 mln zł, niestety obecny rząd wycofał te pieniądze z planu naszego budżetu, argumentując, że Warszawa jest bogata. Owszem, jeśli spojrzymy na to czego dokonały władze Warszawy przez ostatnie 9 lat to rzeczywiście nasze miasto przeszło skok cywilizacyjny inwestując ponad 30 miliardów złotych w infrastrukturę twarda i miękką. Warszawa nie tylko niczego nie dostała w związku ze swą stołecznością zapisaną w ustawie o ustroju m.st.Warszawy, ale wprost przeciwnie – wsparła w ramach płacenia janosikowego inne gminy kwotą ponad 9 mld zł.
Obecnie mamy złożonych ponad 3800 wniosków o roszczenia , a nadal wpływa prawie 30 roszczeń miesięcznie. Nadal sądy nakazują zwroty w terminach, dostajemy kary administracyjne i pouczenia od wojewody o respektowaniu terminów. Jestem pierwszym prezydentem Warszawy, który zadbał o osoby zmuszone do opuszczenia mieszkań w wyniku reprywatyzacji. Udzieliliśmy tym rodzinom pomocy mieszkaniowej ponad 2400 razy. Żaden z poprzednich prezydentów Warszawy nie podjął takich decyzji.
Czy to się komuś podoba czy nie przed wojną własność ziemi w Warszawie była w prywatnych rękach. W książce Grzegorza Piątka o Stefanie Starzyńskim „Sanator” czytamy, że tylko 4% gruntów miasta( obszar późniejszej gminy Centrum, czyli de facto terenu dekretu Bieruta) było w rękach samorządu, a tylko niewielka część należała do Skarbu Państwa. 96% to była własność prywatna. Co prawda dekret Bieruta z jednej strony ułatwił odbudowę Warszawy, z drugiej strony permanentne łamanie tego prawa przez władze komunistyczne doprowadziło do naruszenia prawa własności. Historie dekretowców są różne. Jak mi opowiadał nieżyjący już profesor Regulski jego ojciec nie mógł złożyć wniosku o przyznanie prawa wieczystej dzierżawy, gdyż w tym samym czasie został aresztowany przez UB. Stracili więc możliwość odzyskani swojego domu. To tylko jedna z historii dekretowców, które słyszę na swoich dyżurach. Ale z drugiej strony na tych terenach przez kilkadziesiąt lat odbudowywano domy, przedszkola i szkoły, które służą wszystkim Warszawiakom. Rozwiązanie problemu reprywatyzacji musi spełniać standardy prawa polskiego i międzynarodowego, musi szanować prawo własności, ale musi również dbać o każdego obywatela. Ciekawe kiedy i jaki rząd rozwiąże sprawę dekretu.