Polską niezwykle interesuje się również zachodnia prasa – New York Times, Bloomberg, Economist piszą na swoich łamach o Polsce ksenofobicznej, skrajnie prawicowej (w bardzo złym kontekście tego przymiotnika) i niemal niczym nie różniącej się od dyktatury. Niemieckie rozgłośnie opisują sytuację w Polsce: "Potrzeba dużo fantazji, by wyobrazić sobie taki scenariusz w Niemczech: rząd federalny pozbawia władzy Trybunał Konstytucyjny, kieruje mediami publicznymi i zniesławia politycznych wrogów". New York Times pisze o skrajnych scenariuszach nacisku, bo dialog z naszym krajem wydaje się nie możliwy. To wg PiS-u obraz Polski, która powstała z kolan. Można się z tego śmiać (ale to raczej śmiech przez łzy), można się obrażać, można mówić o spisku, można w końcu sugerować, że to wina Platformy Obywatelskiej. Ale tę zagraniczną prasę i analizy ekonomiczne czytają inwestorzy, którym nie pomaga to w żaden sposób podjąć decyzji o lokacie kapitału w Polsce. Co więcej, tylko w lutym zniknęło z rynku 17,3 miliarda złotych – to zagraniczni inwestorzy, którzy jak będzie tłumaczył PiS nie zrozumieli dobrej zmiany w Polsce
W którą stronę zmierza polityka zagraniczna PiS-u już nie wiadomo. Nie wiedzą też nasi sąsiedzi. Z jednej strony rząd odcina się od Europy, a pani premier nieustannie powtarza, że Unia Europejska ma ważniejsze kłopoty niż sprawa Polski. Z drugiej zaś, kiedy Europa dystansowała się od rozszerzenia Unii Europejskiej to mówiliśmy, że możemy się oprzeć na Stanach Zjednoczonych . Ale i one coraz mniej nam ufają. Trzykrotnie już interweniowali w Polsce ich wysłannicy (list senatorów, podpisany m.in. przez Johna McCaina, delegacja Komisji ds. Wywiadu Senatu USA oraz ostatnia delegacja kongresmenów). Rząd milczy o współpracy z Ukrainą, a przecież niedawne przegrane w Holandii referendum ws. członkostwa w UE właśnie Ukrainy mogłoby być polem skuteczności polskiej dyplomacji. Ale trudno dziwić się Holendrom, skoro patrząc w stronę Polski pewnie się zastanawiają czy dawnym krajom bloku socjalistycznego bliżej na Zachód czy na Wschód. To, że 1050 lat temu przyjęliśmy chrzest z Rzymu, a nie z Konstantynopola nic nam nie pomoże w XXI wieku. To co nam może pomóc, to tylko otrzeźwienie rządu PiS i odnalezienie się w realnym świecie. Wydaje się to jednak mało prawdopodobne.
