O autorze
Hanna Gronkiewicz-Waltz urodziła się 4 listopada 1952 r. w Warszawie. W 1975 r. ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym roku podjęła pracę jako pracownik naukowy UW. W 1981 r. obroniła pracę doktorską pt.: „Rola ministra przemysłowego w zarządzaniu gospodarką państwową” i uzyskała tytuł doktora nauk prawnych. W 1989 r. była ekspertem Sejmu i Senatu w zakresie prawa administracyjnego, gospodarczego i bankowego. W 1993 r. otrzymała tytuł doktora habilitowanego na podstawie swojej książki pt.: „Bank Centralny - od gospodarki planowej do rynkowej”.

Od 6 marca 1992 r. do 31 grudnia 2000 r. była prezesem Narodowego Banku Polskiego. W czasie pełnienia funkcji prezesa NBP umocniła niezależność Banku Centralnego, uporządkowała system bankowy, przeprowadziła denominację złotego oraz jego upłynnienie. W latach 2001-2005 była wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju. Od września 2005 r. była posłem na Sejm RP oraz przewodniczącą Komisji Skarbu Państwa.Od czerwca 2006 r. pełni funkcję wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej, a od października 2013 r. szefuje także mazowieckiej PO.

Po raz pierwszy na stanowisko Prezydenta m.st. Warszawy została wybrana 26 listopada 2006 r. 21 listopada 2010 r. Hanna Gronkiewicz-Waltz w walce o reelekcję zdobyła 53,67 proc. głosów następnie objęła urząd Prezydenta m.st. Warszawy po raz drugi. 30 listopada 2014 r. została wybrana na trzecią kadencję.

W latach 2012-2014 pełniła funkcję przewodniczącej EUROCITIES, organizacji zrzeszającej ponad 140 największych miast Europy.

Od 2000 r. jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Warszawskiego. 12 listopada 2013 r. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nadał jej tytuł naukowy profesora nauk prawnych. Wykłada na Uniwersytecie Warszawskim na Wydziale Prawa i Administracji, jest także kierownikiem Zakładu Prawa Administracyjnego, Prawa Gospodarczego i Prawa Bankowego. Brała udział w wielu międzynarodowych konferencjach. Jest autorką ponad 40 publikacji naukowych, w tym podręczników i monografii. Wypromowała 16 doktorów nauk prawnych.

Facebook

"Ratuj się kto może" zamiast "ratujmy maluchy"

Prawie 42 000 przedszkolaków od września będzie się kształciło 
w warszawskich placówkach. Liczba robi wrażenie, ale niestety ponad 2000 trzylatków zostanie w domach, albo ich rodzice będą zmuszeni zapisać ich do prywatnych przedszkoli. To prawie dokładnie tyle, ile 6-latków nie pójdzie do szkoły. Bilans się nie spiął, a była szansa, że wszystkie maluchy w Warszawie znajdą swoje miejsce w miejskich przedszkolach. Gratulacje należą się rodzicom 6-latków, że nie wystraszyli się narracji PiS-u o emocjonalnych problemach swoich dzieci. Ponad 80 % z nich rozpocznie naukę w przygotowanych dla nich miejscach w szkołach i w przyszłości będą konkurencją dla swoich zachodnich kolegów ze 134 innych państw, których 6- letni obywatele idą do szkoły.

Nie wszystkie samorządy będą miały jednak taki komfort. W innych miastach i miasteczkach tendencja jest odwrotna. 80% 6-latków pozostanie w przedszkolach. „Miejsc dla dzieci w przedszkolach nie zabraknie” – powtarzało ministerstwo edukacji. Zdaniem Pani Minister krytyka ze strony samorządów była akcją polityczną. Co jest politycznego w racjonalnych argumentach, że obecna reforma pozbawi miejsc w przedszkolach dla 3-latków(co już się stało), nauczyciele z „pustego rocznika” będą zagrożeni utratą pracy(co pewnie się stanie), a chaos i emocje wpłyną niekorzystnie na merytoryczną dyskusję o systemie edukacji.

Rząd, a zwłaszcza ten, zna się na wszystkim i wie lepiej jak zorganizować obywatelom życie. Zmianę wywracającą do góry nogami ustawę o 6 latkach uchwalono w niecały miesiąc. 9 grudnia złożono ją w Sejmie, a 7 stycznia Prezydent podpisał dokument. Niestety, podczas prac nad ustawą nie było dyskusji. Nie skorzystano z żadnych sposobów zasięgnięcia opinii środowisk, które się na reformie edukacji znają. Na pytania o brak konsultacji, na komisji sejmowej ze strony MEN-u padła kuriozalna odpowiedź, że „ta ustawa, proszę państwa, jest konsultowana od kilku lat”. Senat wystrzałowo przeprocedował ustawę w Sylwestra, pewnie z myślą o tym, że opinia publiczna będzie miała inne sprawy na głowie. Prezydent też nie mógł czekać, bo skarżące się na brak dyskusji w tej sprawie organizacje pozarządowe i eksperci na 9 stycznia zapowiedziały wysłuchanie publiczne. Podpisał więc ustawę 2 dni wcześniej, tak aby nie trzeba się było zastanawiać nad wnioskami z debaty.

Dzisiaj juz wiemy, że zapewnienia resortu edukacji o odpowiedniej liczbie miejsc w przedszkolach się nie spełniły. Zabrakło miejsc dla kilkudziesięciu tysięcy trzylatków w Polsce. Dzisiaj resort tego nie komentuje, a samorządy zostały zostawione same sobie z abstrakcyjną rzeczywistością, w której „dziecko może też trafić do klasy łączonej, w której będzie uczyć się z drugoklasistami, tyle, że będzie realizować w tym samym czasie inny program niż starsi uczniowie”. Jedno jest pewne takich przepisów nie wymyśliłby ani 6 latek ani 7 latek. Zrobili to za nich dorośli.
Trwa ładowanie komentarzy...