Moody’s nie obniżyło samego ratingu Polski, co oznacza że fundamenty gospodarcze wypracowane przez koalicję PO-PSL są mocne.
Nie ma co ukrywać, że perspektywa jest jednak NEGATYWNA. Ryzyka fiskalne związane są z obietnicami wyborczymi, które wytknęli eksperci: w ramach programu Rodzina 500 plus wydatki bieżące wzrosną o ok. 17 mld zł w 2016 r. (0,9 proc. PKB) i 23 mld zł w 2017 r. (1,1 proc. PKB), podniesienie kwoty wolnej od podatku o 1000 zł każdego roku aż osiągnie 8000 zł to ubytek w przychodach o kolejne ok. 4 mld zł. Agencja też zwraca uwagę na konflikt pomiędzy rządem a Trybunałem Konstytucyjnym, co prowadzi do znaczących odpływów kapitału. Kilka dni temu Bloomberg podał informację, że w ostatnim roku warszawska giełda straciła pond 200 mld zł. Pamiętać musimy, że PiS obiecał jeszcze w kampanii wyborczej kolejne kosztowne zmiany, które nie mają pokrycia w budżecie państwa: obniżenie wieku emerytalnego, darmowe leki dla emerytów, 15 procentowy podatek dla firm , podniesienie do 12 zł za godzinę minimalnej pensji. A co z bilionem obiecanym przez premiera Morawieckiego?
Perspektywa negatywna agencji ratingowej oznacza dla PiS żółtą kartkę. Ostrzeżenie, że kolejny rating może ulec pogorszeniu, jeśli PiS nie zmieni swoich zachowań. Niestety wypowiedzi polityków PiS są dość beztroskie. Wicemarszałek Sejmu mówi: „To są dostrzeżenia czysto polityczne, niemające nic wspólnego ze stanem polskiej gospodarki”, wicepremier Morawiecki mówi, że ważniejsza od ratingu jest inwestycja Mercedesa. W 2011 podobnie tłumaczył obniżkę ratingu rząd Węgier: „Według węgierskiego rządu, obniżenie ratingu jest bezpodstawne, ponieważ przez minione półtora roku gospodarka Węgier "w większości dziedzin rozwijała się w korzystnym kierunku, mimo wszelkich trudności zewnętrznych”. Przypomnę tylko, że w 2011 roku węgierski rząd prowadził podobne do obecnej polskiej polityki działania: wprowadził ustawę dla frankowiczów oraz nową konstytucję ograniczającą rolę Sądu Konstytucyjnego. Po tych działaniach ocena wiarygodności Węgier spadła do poziomu „śmieciowego”.
W ciągu minionych kilku lat wydawało się, że filtr Węgier z „nieliberalną demokracją jest pewnym wyjątkiem. Ale wraz z nastaniem nowego rządu w Warszawie, powtarzającego pewne posunięcia Węgier, wygląda to na tendencję - pisał w ubiegłym tygodniu „Financial Times”. Tyle tylko, że Węgry to nie Polska. My mieliśmy znacznie większe ambicje, które są zaprzepaszczane z dnia na dzień.
