Zostańcie w Unii

Pomimo, że czwartkowe referendum w sprawie Brexitu nie dotyczy Polski bezpośrednio, to skutki tej decyzji będą dla Polaków odczuwalne. Niezależnie od wyniku, którego konsekwencje zapewne już w piątek rano wpłyną na rynki na całym świecie. Warszawa, stolica otwarta i prounijna, trzyma kciuki za pozostaniem Wielkiej Brytanii we wspólnocie. Podświetlenie Pałacu Kultury i Nauki jest symbolem solidarności z Londynem jako ważnym elementem potężnego projektu pokojowej Europy. Jego siła bierze się stąd, że po raz pierwszy w historii narody Europy podjęły suwerenną decyzję o współpracy na skalę kontynentu. Dlatego właśnie w 1946 roku, tuż po II wojnie światowej Churchill mówił: „Gdyby Europa została kiedyś zjednoczona, szczęście, dobrobyt i duma 400 milionów jej mieszkańców nie miałyby granic.” Mam nadzieję, że wynik referendum potwierdzi tę prognozę i Brytyjczycy będą nadal mogli być dumni ze swego silnego głosu w Europie.

Pamiętajmy jednak, że Brexit miał swój początek w ryzykownym graniu na słabościach Unii. Tolerowanie antyimigranckich wypowiedzi, puszczanie oka do przeciwników zjednoczonej Europy i drwienie z obostrzeń praworządności, to taki sam początek jak wzbudzana w Polakach antyunijna narracja obecnego rządu. I zaskakujące jest podobieństwo logiki antyunijnej: krytyka wszędzie tam, gdzie Europa kojarzy się z kosztami. W ten oto sposób populizm tworzy grunt pod łatwy kapitał polityki partyjnej. Łatwy, ale szkodliwy, bo pogłębiający podziały. Można tolerować wypowiedzi o „unijnej szmacie”, można nazywać uchodźców falą dziczy, można wreszcie mówić górnolotnie o dążeniu do wzmocnienia suwerenności państw członkowskich, ale takie wypowiedzi prowadzą wprost do konfrontacji, która w najlepszym przypadku tylko na chwilę wytraca impet przy urnach referendalnych. Kiedy słyszę polskiego ministra mówiącego, że polski rząd zrobił już wszystko, by ułatwić Wielkiej Brytanii podjęcie decyzji, by zostać na przyszłość w szeregach UE i więcej nic w tej sprawie zrobić nie można, to trudno jest mi uwierzyć, że zrobiono wszystko. Działania tego rządu nie pokazują, że siła jest we wspólnocie, na której korzystają Polacy tu nad Wisłą oraz tam nad Tamizą.

Co dalej?
Koszty wyjścia Wielkiej Brytanii z unijnych struktur poniesiemy wszyscy. Nie tylko londyńskie City. UE jest największym rykiem eksportowym dla towarów z Wysp. Najwięcej FDIs lokowanych w WB pochodzi z państw UE. Wyzbycie się przez Londyn silnego głosu w sprawach kontynentu, doprowadzi do pogorszenia sytuacji królestwa. Już teraz funt jest najsłabszy od 7 lat. Niepewna przyszłość, czyli taka, która mogłaby nastać, gdyby Anglicy w piątek rano obudzili się poza UE, nie wzmocni pozycji waluty ani gospodarki.

Ten sam niejasny los dotyczyć będzie Unii oraz pozostałych gospodarek powiązanych z Australią, Azją czy Kanadą. Dla Polaków pracujących w Wielkiej Brytanii, często nieuczciwie sprowadzanych do wyborczej karty przetargowej, oznaczać będzie brak swobodnego wjazdu na Wyspy, ograniczoną pomoc socjalną i inne dotkliwe warunki. Prawdopodobnie oznaczać też będzie pogorszenie sytuacji Polaków spłacających kredyty walutowe i dalsze osłabienie polskiej gospodarki. Rynki nie cierpią niepewności.

Szkocja kilkanaście miesięcy temu zdecydowała w referendum, że nie chce opuszczać Wielkiej Brytanii. Dzisiaj stoi przed perspektywą, że wbrew własnej woli zostanie wypchnięta z Unii Europejskiej, co może zmusić ją do opuszczenia unii z Londynem. Spirala niepewności i niechcianych decyzji. Pełnia ekonomicznych konsekwencji czwartkowej decyzji Brytyjczyków jest jak na razie nie do oszacowania. Nie spodziewam się jednak, by nawet po ustaniu burzy sytuacja wróciła stanu przed nią.

Niezależnie od wyniku, referendum powinno być czytane jako wezwanie do pogłębionej dyskusji na temat przyszłości Unii Europejskiej. Jako wotum dla pozostałych państw członkowskich w sprawie działań antykryzysowych na dużą skalę. Reakcja na kryzys strefy euro czy sytuację związaną z uchodźcami pokazują, że nie tędy droga. W przyszłości będziemy musieli w lepszy sposób, bardziej solidarny, dochodzić do konsensusu.

Wzmacniać wspólny rynek, tworzyć nowe miejsca pracy, wpływać na to co dzieje się w Europie przez zasypywanie podziałów, nie ich pogłębianie. Na podziałach skorzystają bowiem inni, najprędzej ci, których relatywna siła wynikać będzie ze słabnącej Europy. W tym kontekście zrozumiałe jest milczenie Moskwy w sprawie Brexit.

Wielka Brytania ma olbrzymie znaczenie dla Europy i świata. Trudno zrozumieć tych, którzy uważają że każde z państw UE da sobie radę będąc bardzo luźną organizacją z takimi kolosami jak Azja, Ameryka Północna czy nawet Ameryka Południowa. Chętnie kupiłabym im mapę albo globus, aby od czasu do czasu tam popatrzyli. Wielka Brytania jest silna w ramach UE, wspólnie z nią 27 państw członkowskich tworzy najsilniejszą gospodarkę świata. Obchodzona w tym roku 400. rocznica śmierci Szekspira unaoczniła, że kultura brytyjska i język angielski są silne i obecne jak nigdy dotąd w naszym życiu. Populiści posługujący się fałszywą nostalgią za rzekomo utraconą pozycją Londynu, wprowadzają Brytyjczyków w błąd, budzą upiory i manipulują za pomocą lęku. Metody znane z innych państw, w tym z Polski.

Europa potrzebuje Wielkiej Brytanii. Żyjemy w trudnych czasach. Na naszych oczach wypaczane są podstawowe pojęcia: suwerenność, demokracja, tożsamość. Potrzebna nam jest rozmowa i namysł nad tym, w jakim kierunku zmierzają zmiany w Europie i na świecie. My, Europejczycy nie możemy jednak zgodzić się, aby na początku tej trudnej, ale koniecznej rozmowy przyjąć, że z winy UE straciliśmy suwerenność. Ona ulega zmianie, nie utracie. I dotyczy to nas wszystkich, Brytyjczyków tak samo jak Polaków. Wielka Brytanie jest potrzebna dzisiejszej Europie, gdyż dzięki niej jest silna w swej różnorodności. Smutkiem napawa mnie fakt, że dopiero zabójstwo posłanki Jo Cox, orędowniczki pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej może spowodować otrzeźwienie tych, którzy do tej pory nie byli zdecydowani. Kluczem do odrzucenia Brexitu jest frekwencja.

Życzę Europie, by czwartkowe referendum wzmocniło siły proeuropejskiej w Wielkiej Brytanii. I aby, podobnie jak podczas pierwszego referendum w tej sprawie w 1975, Brytyjczycy podjęli najlepsza dla siebie i dla całej Unii decyzje. Decyzję o wspólnocie.
Trwa ładowanie komentarzy...